Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
6.Historie mrożące krew w żyłach
Strona Główna | Ksiega Gości | Dodaj do Księgi | Dodaj do Ulubionych | 6818



6.Historie mrożące krew w żyłach

-Vivien?
-Tak?
Westchnęłam.
Trudno było mi zacząć temat, a szczególnie dlatego, że cały nasz stolik się na mnie gapił. Jedynie Carmen, dziewczyna Kevina, który przyjaźnił się z Jay'em traktowała mnie jak powietrze. Vivien wytłumaczyła mi już wcześniej, że nie mam się martwic, gdyż Carmen była po prostu chorobliwie zazdrosna o swojego chłopaka i traktowała mnie najzwyczajniej jako potencjalną konkurentkę.
-Ta grupa...tych chłopaków. No wiesz... Wychodzili jakąś chwilę temu ze stołówki. Kim oni byli? - zapytałam nieśmiało.
Vivien otworzyła usta, lecz z odpowiedzią wyprzedziła ją Olivia :
-Och, chodzi ci pewnie o Matta, Jareda, Scotta i Colina...
Zadrżałam, gdyż przypomniał mi się mój nieszczęsny wieczór na łodzi. Wtedy po raz pierwszy usłyszałam te imiona.
-Pewnie tak... - mruknęłam.
-Nieziemsko przystojni, prawda?
Jay westchnął.
-Oj, no co? - zapytała zirytowana Olivia Jay'a. - Jeśli nie chcesz, to nie słuchaj. Wiemy przecież wszyscy bardzo dobrze, że nie gustujesz w facetach.
Chłopak prychnął.
-Nie rozumiem, co widzicie w tych dziwolągach...
-Przestań z tym. Wcale nimi nie są. - odparła nieco zdenerwowana Vivien.
-Może nie Matt i Jared, ale Scott i Colin... - mruknął Jay.
-Przestań...
-Przepraszam, ale mogę wiedzieć, o co chodzi z tym określeniem ich jako "dziwolągi"? - przerwałam sprzeczkę.
Czułam się zignorowana i zdezorientowana.
Cała grupka ponownie wlepiła we mnie wzrok.
Pierwsza odezwała się Vivien :
-Ach, no bo...
-Przestań Viv! Chyba nie masz zamiaru jej tego opowiedzieć? - przerwał jej gwałtownie Jay.
-Jay, wyluzuj. - odparła spokojnie Olivia.
-A właśnie, że mam taki zamiar. - syknęła Vivien i zwróciła się do mnie - Scott i Colin to rodzeństwo, a Matt i Jared to przyjaciele ich rodziny. No i a propos rodziny, to w okolicy krąży taka pogłoska, że na rodzinie Jones ciąży jakieś...fatum... No wiesz...
-Viv, patrz! Nick idzie!
Dziewczyna odwróciła gwałtownie głowę i pisnęła jak histeryczna nastolatka, która widzi swojego ulubionego gwiazdora na żywo.
-Ja nie mogę, jaki on przystojny, prawda Olivia?
-Uważaj tylko na tą Samanthę...
-A tam!
-Vivien, jakie fatum? - nalegałam, lecz na próżno.
Olivia i Vivien znalazły sobie bardzo szybko inny obiekt zainteresowania, a był to Nick Brown. Z tego, co zdążyłam się dowiedzieć, był on obiektem westchnień prawie wszystkich dziewczyn w szkole, z wyjątkiem mnie.
Nie widziłam w nim nic nadzwyczajnego. Lalusiowaty blondyn o niewinnych, błękitnych oczkach, który zawsze otoczony był grupą dziewczyn, z której każda pragnęła jego uwagi.
Wiedziałam, że już nic nie zdziałam, więc na dźwięk rozlegającego się dzwonka wstałam z miejsca i pomaszerowałam w poszukiwaniu sali, w której odbyć miała się kolejna lekcja.

Wróciłam do domu stosunkowo późno.
Victoria skorzystała ze słonecznej pogody, aby popracowac w ogródku znajdujących się za domem. Ja tymczasem usiadłam przy biurku i zabrałam się do odrabiania lekcji, z którymi nie miałam z resztą większej trudności, gdyż w mojej byłej szkole w Los Angeles przerabiałam funkcje kwadratowe z matematyki czy tkanki nabłonkowe z biologii.
Mimo wszystko miałam trudności z koncentracją. Myślami byłam gdzieś bardzo daleko. Po głowie krążył mi obraz Colina i tajemnicze słowo "fatum", które dosłownie błagało o to, aby dowiedzieć się, co oznaczało.
Odłożyłam długopis na bok i zamknęłam zeszyt. Z wnętrza mojego gardła wyrwało się ciche westchnienie. Marnowałam ten piękny dzień siedząc w domu i zatruwając się głupimi myślami.

Wyszłam do ogródku i siadając na trawniku zaczęłam się przyglądać pracom Victorii. Podziwiałam to, z jaką pasją i zamiłowaniem traktowała swoje hobby, którym była botanika, a szczególnie jej róże, które z resztą dominowały w jej zielonym punkcie.
-Może pomoc w czymś? - zapytałam po chwili.
-Nie, nie trzeba - odpowiedziała Victoria wyraźnie zabsorbowana kwiatami. - Zadanie już odrobiłaś?
-Tak. Nie było niczego trudnego, więc dałam sobie radę. - wzruszyłam ramionami.
Kobieta przez chwilę nic nie mówiła. Po kilkunastu minutach ściągnęła rękawice, podeszła do mnie i usiadła obok mnie.
-Róże kąpane w blasku słońca są najpiękniejsze. - odparła po chwili.
-O tak. Szkoda, że tak rzadko to się zdarza. - odpowiedziałam smutnie.
-W Los Angeles pewnie jeszcze lepszy byłby efekt. - uśmiechnęła się.
-Oj, wątpię. Tamtejszy klimat chyba zniszczyłby je doszczętnie. Jest zbyt gorąco. Potrzebowałyby o wiele więcej wody i pielęgnacji.
-Pewnie tak.
Patrzyłyśmy jeszcze przez chwilę na piękne kwiaty, gdy po chwili coś mi się przypomniało.
-Znasz może rodzinę Jones?
-Tak, znam. A skąd takie pytanie? - zapytała nieco zaskoczonym tonem Victoria.
-No bo... -z trudnością dobierałam słowa. - Do mojej szkoły chodzi takie rodzeństwo... No wiesz... Z rodziny Jones... I są trochę...dziwni... Tak mówią inni o nich...
Kobieta pokiwała głową.
-Nie nazwałabym ich "dziwnymi". Ich zachowanie wcale nie jest dziwne. Można je bardzo prosto wytłumaczyć.
-Czyli? - zapytałam z coraz większym zaciekawieniem. - Jedna z moich koleżanek powiedziała też o jakimś fatum...
Słysząc to, Victoria zaśmiała się smutno.
-Ach, te dzieciaki. Lubisz historie mrożące krew w żyłach?
Przełknęłam głośno ślinę.
-Mam rozumieć, że to coś strasznego?
-Po części tak. Musisz wiedzieć, że rodzina Jones jest jedną z najzamożniejszych w okolicy. Posiadają ogromny dom, kilka samochodów... Można by stwierdzić, że posiadają wszystko oprócz szczęścia w życiu. Kilka lat temu porwana została Marie Jones, żona Davida Jones. Świetny z niej był lekarz. Zawsze uśmiechnięta i zawsze miała czas dla swoich pacjentów. Poszukiwania trwały prawie rok. Niestety, znaleziono jedynie jej zwłoki w jednym z jezior. Nikt nic nie wie do dziś. Kto ją porwał, dlaczego, po co... David został więc wdowcem. Szybko jednak pocieszył się inną kobietą przybyłą z Nowego Jorku, która, jak się później okazało, potrzebowała jedynie jego majątek, gdyż marzyła o karierze modelki. Zniknęła podobno z dnia na dzień ze sporą sumą pieniędzy. No i ostatecznie, jakiś rok temu wykryto u Davida raka trzustki. Niestety dano mu już jedynie pół roku życia. Nie dziwię się więc jego dzieciom. Nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić, jakie cierpią katusze. Tu nawet największa suma pieniędzy nie pomoże.
Victoria zrobiła krotką przerwę i westchnęła.
Siedziałam obok niej blada jak ściana. Cała ta historia za bardzo mną wstrząsnęła. Takich rzeczy nie znałam nawet z Los Angeles, a co dopiero z takich małych miasteczek jak Shelton.

A więc stąd ta wyprana z emocji twarz Colina. Ten martwy wyraz twarzy. Obojętność. Musiał przeżywać niewyobrażalne męki, które razem ze Scottem ukrywał pod grubą maską. Był bliski stracenia ostatniej osoby, która była dla niego ważna. I to w taki brutalny sposób. Życie tych dwojga braci wcale nie było różowe. Wręcz przeciwnie - było pisane najczarniejszym scenariuszem.





sharley 14/10/2009 13:20:47 [Powrót] Komentuj



Masz bardzo ciekawy styl pisania, wprawdzie trafiłam na twój blog przypadkiem bardzo mi się spodobał. Mam nadzieję,że wkrótce pojawi się nowy odc. Byłabym wdzięczna za powiadomienie
Neomi 23/10/2009 20:29:18
| brak www IP: 80.51.29.139

cześć, bardzo mi się to podoba!! strasznie ciekawe:) czekam na następny i dodaję do ulubionych:) pozdro
fikuska 18/10/2009 21:28:41
| brak www IP: 87.206.184.72

Wow, bardzo mi się podoba, ale to bardzo bardzo ;) Nie wiem jak to robisz,ale historia którą piszesz, coraz bardziej mnie wciąga. jestem zaskoczona tym, że Victoria teraz tak obszernie się wypowiada, i jest miła. Cały czas pamiętam jaka była na początku, i jeszcze nie do końca się przestawiłam xD I nie dziwię się Sharley że nie obchodzi ją ten Nick - ja też nie przepadam za błękitnookimi blondynami. Wygląda na to, że tylko ona jedna jest w stanie zrozumieć "inność" chłopaków. Ciekawe co z tego wyniknie. Pozdrawiam ;)
Evela 18/10/2009 14:14:24
| brak www IP: 79.188.141.90

Ciekawe, ciekawe :)
Pisz dalej!
Pozdro, Kriss-chan
Kriss-chan 16/10/2009 20:20:17
| brak www IP: 89.76.100.119

MM... mnie się podobało ^^ Ale czekam co dalej ... ;))
Fangy 14/10/2009 20:56:41
| http://fangy.blog4u.pl IP: zalogowany

Akcja nabrała tempa jak widzę ;D I dobrze : P
Napisałabym coś więcej, ale za dużo czasu nie mam ; PP

Pozdrawiam.
erin. 14/10/2009 16:21:32
| brak www IP: 84.38.92.53

Fajny rozdział, naprawdę! :)
I chociaż wciąż chodzi za mną widmo Zmierzchu (które zaczyna mi powoli działać na nerwy - wszędzie widzę te motywy :/), to wkomponowałaś elementy z mistrzowską precyzją:).

Podoba mi się, oj tak!

Czekam na kolejny rozdział:)
Shylin 14/10/2009 14:22:54
| brak www IP: 83.31.114.111





Profil:



Życie Sharley Stone


Archiwum:
2009
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Ulubieni:



Linki:
Moje pierwsze opowiadanie - The Hills


Credits:
Szablon zrobiła Crystal69 | | Powered by Blog4u