Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
7. Motto życiowe
Strona Główna | Ksiega Gości | Dodaj do Księgi | Dodaj do Ulubionych | 6818



7. Motto życiowe

W nocy dręczyły mnie koszmary. Przed oczami stawały straszliwe obrazy, słowa huczały w moich uszach.
Obudziłam się z krzykiem.
Na zegarze dochodziła właśnie godzina siódma.
Z trudnością wyczołgałam się z łózka. Ubrałam się, umyłam, zjadłam śniadanie i powoli zmierzałam w stronę szkoły.
Moje oczy na próżno szukały Colina. Odnalazłam za to Scotta, który był w towarzystwie Jareda i krótkowłosej brunetki.

Lekcje ciągnęły się niemiłosiernie. Gapiłam się przez cały czas przez okno licząc kolejne krople deszczu pojawiające się na szybie.
Na niebie dominował kolor szary. Nic nie pozostało po wczorajszej pogodzie. Słońce nawet nie próbowało przedostać się przez gęsty orszak chmur rozciągających się na niebie.

Na długiej przerwie pomaszerowałam razem z Vivien i Liv do stołówki. Pogrążone były w plotkach o Nicku i reszcie chłopaków, którzy, ich zdaniem, nie dorównywali "boskiemu" Nickowi do pięt.
Byłam zbyt zajęta rozmyśleniami, żeby słuchać te bzdurne wypowiedzi. Wydawało mi się to wręcz absurdalne, że jakimś cudem mój rozum domagał się widoku Colina. Odkąd znałam jego historię, w głowie miałam wciąż jego obraz. Gdy spotkaliśmy się na łodzi, gdy zmierzył mnie wzrokiem pierwszego dnia w szkole...

Jay siedział już przy stoliku i nerwowo rozglądał się wokół. Gdy nas ujrzał, pomachał nam na powitanie.
-Cześć dziewczyny! Słuchajcie, jaki dzisiaj był dym...
Usiadłam obok chłopaka i zaczęłam udawać, że słucham jego opowiadań o akcjach, które działy się na jego lekcjach fizyki.
Wszyscy zdawali się być bardzo zainteresowani, gdyż wszystkie oczy zwrócone były w jego stronę. Spojrzałam w stronę lady i zaburczało mi w brzuchu na widok kanapek oraz świeżych owoców.
Wzięłam więc tacę i pomaszerowałam po coś do jedzenia.
-Jedną słodką bułkę, jabłko i...
Znieruchomiałam. Obok mnie stanęła osoba, która doprowadziła mnie do mimowolnych dreszczy.
Colin.
Bił od niego ten sam chłód, co zawsze. Niby zdążyłam się do tego przyzwyczaić, lecz ignorancja, z jaką mnie obdarzał, sprawiała, że poczułam lekkie ukłucie nieznajomego mi uczucia.
-I jeszcze coś? - zapytała zniecierpliwiona kobieta za ladą.
-Nie, nie, to wszystko. - odpowiedziałam i chwyciłam leżącą przede mną tacę.
Ruszyłam powoli przed siebie. Minął mnie obojętnie Colin, który trzymał w ręce jedynie jabłko.
Zerknęłam w jego stronę. Oddalał się coraz bardziej na koniec pomieszczenia aż w końcu usiadł przy stoliku na samym końcu, przy którym siedział już Jared i Matt.
Zapomniałam na chwilę o bożym świecie, czego gorzko pożałowałam, gdy nagle coś odepchnęło mnie do tyłu.
-Jak ty idziesz, wieśniaro?! - syknęła dziewczyna, o którą przypadkowo zahaczyłam.
Była to wysoka, o długich złocistych włosach dziewczyna z talią osy. Za nią stała jeszcze jedna dziewczyna, równie piękna.
-Sory. - burknęłam i odwróciłam się od niej, żeby pójść dalej.
Poczułam pchnięcie i gwałtownie odskoczyłam w bok.
-Sory?! Co ty sobie wyobrażasz?! Jesteś bezczelna! - krzyknęła rozwścieczona blondyna.
W tym samym momencie poczułam, że w stołówce ucichły wszelkie rozmowy.
-Co ja ci takiego zrobiłam? - zapytałam zdezorientowania.
Kompletnie nie rozumiałam powodu, z jakiego dziewczyna tak się denerwowała.
-Bo się patrzy, gdzie się idzie! - syknęła druga dziewczyna.
-Dokładnie. A ty sobie myślisz, że jesteś tutaj nowa, że jesteś biednym dzieciakiem pokrzywdzonym przez los i możesz sobie robić, co ci się podoba, bo każdy czuje litość wobec ciebie!
Prychnęłam.
-Wcale nie.
Odwróciłam się i szybkim krokiem podążałam w stronę stolika, przy którym siedział Jay, Liv i Viv. Oczy mieli szeroko otwarte z przerażenia.
-Biedactwo! No co? Obraziłaś się, że nagle odechciało ci się ze mną rozmawiać? Co?
Dziewczyna nie dawała za wygraną i szukała nadal zaczepki. Nie chciałam jej jednak dawać satysfakcji, więc postanowiłam ignorować jej głupie komentarze.
-A może wstyd ci?
Zatrzymałam się.
-No co? Wstydzisz się tego, kim jesteś, bo jesteś biedną sierotą! Sierotą jesteś!
Odwróciłam się gwałtownie w jej stronę. Blondyna z satysfakcją podeszła do mnie i uśmiechnęła się szyderczo. Wyciągnęła w moją stronę rękę, w której trzymała plastikowy kubek i odwróciła go. Czerwona zawartość kubka wylała się na mój sweter.
-Ups...
Ręce zaczęły mi się trząść ze wściekłości. Tego było za dużo. Stanowczo za dużo.
Rozchyliłam drżące usta:
-Przestań!
Znieruchomiałam.
Ten krzyk nie wydobył się z moich ust.
Mimowolnie, razem z całą resztą, spojrzałam do tyłu.
Colin stał z dłońmi zaciśniętymi w pięść.
Zapanowała głucha cisza.
Jego postać wydawała się być groźna, nieobliczalna, mroczna... Oczy jego płonęły dziką wściekłością. Oczy, które dotychczas były puste...
Świdrował wzrokiem blondynkę, która stała z rozdziawionymi ustami.
nagle wszystkie przeżycia ostatnich sekund zalały moją głowę.
Moje własne emocje wzięły jednak nade mną gorę. Upokorzenie i szok sprawiły, że w oczach stanęły mi łzy. Odstawiłam tacę na najbliższy stolik i wybiegłam ze stołówki pozostawiając całą, zszokowaną resztę za sobą.

Deszcz z minuty na minutę przybierał na sile.
W biegu wciągnęłam na siebie kurtkę i ruszyłam w stronę parkingu.
W oddali ukazywały mi się korony drzew zanurzone lekko w mgle znajdującej się na wzgórzach.
Wyciągnęłam z kieszeni kluczyki i z drżącymi od zimna dłońmi wsadziłam do drzwi.
Byłam sierotą.
Słowo, które nie powinno być mi obce, zabolało, jak tysiąc ostrzy przechodzące przez moje serce.
Nie miałam nikogo. Nie miałam mamy, nie miałam taty, a o rodzeństwie nie musiałam nawet wspominać. Była Victoria, ale ona była moją ciocią, siostrą mojej mamy. Poza nią nie miałam nikogo. Byłam więc sierotą. Podrzutkiem. Niechcianym dzieciakiem, którego żaden zakątek tego świata przygarnąć nie chciał.
Myśli, które do tej pory nie dopuszczałam do siebie, nagle wypełniły cały obszar mojej duszy. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak wyglądało moje życia, a szczególnie, jak wyglądała moja przeszłość. Nigdy nie posiadałam normalnej rodziny. I choćby było tego mało - straciłam ją.
Zacisnęłam zęby, żeby ograniczyć moje daremne szlochanie. Wsadziłam kluczyki do stacyjki. Dłonie nagle mimowolnie zastygły w bezruchu. We mgle dostrzegłam zarysy postaci zbliżającej się w moim kierunku. Prawdopodobnie wyszła z budynku szkolnego. Miałam jednak dość przeżyć na dzisiaj, więc postanowiłam nie czekać dłużej i pojechać do domu. Sędziwy silnik włączył się z charkotem, a wtedy postać jakby przyspieszyła. Po chwili była na tyle blisko, że byłam w stanie rozpoznać osobę, która kryła się za tymi konturami.
Colin.
Serce zaczęło mi bić szybciej. Czy zmierzał w moim kierunku? Czego ode mnie chciał?
Trzymałam wciąż nieruchomo ręce na kierownicy. Silnik był włączony, więc mogłam w dowolnym momencie ruszyć po prostu do tyłu i odjechać lub poczekać na dalsze rozwinięcie się sytuacji.
Colin minął samochód z lewej strony, otworzył drzwi od strony pasażera i bezceremonialnie usiadł na siedzeniu obok mnie.
Serce waliło mi jak młot. Zszokowana spojrzałam na niego. Był spokojny. Zbyt spokojny.
-Mogę? - zapytał.
Jego głos był całkiem inny od tego, którego usłyszałam w stołówce. Jego aksamitny, barytonowy głos odbijał się jeszcze przez następne kilka sekund w mojej głowie.
Nie potrafiłam wydusić z siebie słowa.
Nagle, po jego twarzy przemknął krotki uśmiech, po czym wróciła jego kamienna twarz.
-Przepraszam. - mruknął cicho. - Głupie pytanie. Przecież już tu siedzę.
-Ehem. - wykrztusiłam w końcu i poczułam, że się rumienię.
No super. Była to prawdopodobnie jedna z najgłupszych moich odpowiedzi.
Colin spojrzał na mnie. W jego szarych oczach mogłam dostrzec coś w rodzaju zainteresowania.
W końcu westchnął.
-Chciałem ci tylko powiedzieć, że niewarto przejmować się takimi materialistami, jakim jest między innymi Tiffany oraz jej przyjaciółeczką, Britney. Dla takich osób ważne jest jedynie piękno zewnętrzne, puste ideały, majątek. Nie dostrzegają własnej infantylności. Widzą siebie i tylko siebie. Uważają siebie za najlepszych, nie dostrzegając faktu, że ich życie jest jeszcze bardziej kruche od pozostałych, gdyż ich losem kieruje pieniądz. Pustka.
Spuściłam wzrok. Miał rację. To nie ja wyszłam na idiotkę, tylko one. A tymczasem to ja uciekałam przed nimi.
-To chyba tyle na ten temat. - wzruszył ramionami i uchylił drzwi samochodu. - Czego dobrocią nie zrobisz, tego złością nie wskórasz. Więc jeśli jesteś mądra, to wracaj do szkoły i zignoruj całe to wydarzenie.
Po tych słowach chłopak wysiadł i wolnym krokiem ruszył w stronę szkoły.
Przez chwilę gapiłam się w moje ręce spoczywające wciąż na kierownicy.
Westchnęłam.
Zgasiłam silnik i wysiadłam.
"Czego dobrocią nie zrobisz, tego złością nie wskórasz." - właśnie to miało stać się moim nowym mottem życiowym...


sharley 24/10/2009 13:18:53 [Powrót] Komentuj



Fajne. Bardzo. Czytając inne opowiadania odechciewa mi się pisania swojego... Więc nie wiem czy będzie nowy odcinek. Nie mam pojęcia...
of 30/10/2009 23:29:35
| brak www IP: 195.116.217.2

Nowy rozdział w końcu jest! ;) Jeśli chcesz, wpadnij. Czekam na Twój komentarz ;P
erin. 30/10/2009 15:41:46
| brak www IP: 84.38.85.225

Piękne.. I jaka szkoda, że nie ma zbyt wielu chłopaków którzy myślą podobnie jak Colin. Sharley ma mocne nerwy, ja z pewnością wszczęłabym bójkę xD Kurcze, ale to fajnie że wstawił się za nią. Nie zamotał się ;) Czekam na nexta, pozdrawiam ;)
Evela 28/10/2009 18:06:53
| brak www IP: 79.188.141.90

Miło się czyta... Wybacz że tak krótko, ale sama chyba wiesz, że to jest po prostu świetne.
Oby do następnego. ;)
Pozdrawiam.
Konieczko 27/10/2009 20:24:01
| brak www IP: 77.255.228.197

Zaje*isty rozdział, więcej takich... Ah !
Co do 18, nie wiem, może i masz racje, ale chyba sie wstydzę.
Fangy 24/10/2009 21:33:32
| http://fangy.blog4u.pl IP: zalogowany

No fajnie, fajnie. Akcja się rozwija. Collin to ciekawa postać, bardzo tajemnicza ;) W mojej głowie już tworzy się wizja tego, jak to dalej z nim będzie xd Czy mam rację, zobaczymy.

A co do mojego opowiadania.
*uśmiecha się przesadnie szeroko*
Ojć, mogę tylko poradzić żebyś uzbroiła się w cierpliwość. Coś tam się tworzy, ale jakoś brak weny i czasu. Tylko proszę, nie bij! xd

Pozdrawiam.
erin. 24/10/2009 16:01:59
| brak www IP: 84.38.80.194





Profil:



Życie Sharley Stone


Archiwum:
2009
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień


Ulubieni:



Linki:
Moje pierwsze opowiadanie - The Hills


Credits:
Szablon zrobiła Crystal69 | | Powered by Blog4u